poniedziałek, 18 maja 2015

Troszkę o decoupage - widziane moimi gałami, Nešto malo važnih točkica o tome, kako se TO radi :)

Nie będą to lekcję ani żadna nauka, tylko parę przydatnych "sztuczek" albo "oczywistych oczywistości" które, jednak na samym początku kiedy to się zabierałam za twórcze spędzanie czasu, wcale takie oczywiste nie były.
Czyli, będzie też a może przede wszystkim, o podstawowych błędach drepczącego w ciemnościach i robiącego coś "po omacku" i na tak zwane "wyczucie", którego to wyczucia, jak się domyślacie, żaden początkujący, ani nawet średnio zaawansowany, jak się potem okazało, ;-) mieć nie może.
Ucząc się samemu z dostępnych w Internecie kursów decoupage, można się nauczyć. Jednak, w trakcie postępowania wedle wskazań pisanych, nie masz nikogo, kto "pacnie" cię po łapach kiedy robisz coś źle, :-) a wiadomo, że nic niewiedzącego, czasami po łapach pacnąć trzeba, choćby dla jego własnego dobra.
Uwierzcie mi na słowo, mi takiego pacnięcia nie raz brakowało.
Zaczynałam od postaw, czyli kompletnie nie wiedziałam co robię. :-))) Z resztą, wtedy nie było tyle (co teraz) pomocnych rzeczy w sieci.
Jaka wiedza jest nam przydatna, a o której nie zawsze przypomną nam Ci od których się uczymy (a nie przypominają, bo dla nich to oczywista oczywistość i nie zdają sobie sprawy z tego, lub zdążyli już zapomnieć o tym, jakie to my, początkujący, mamy pustostany w głowach)?
Czego to się, na ten przykład, ja, uczyłam i do jakich wnioskUF (z akcentem na to uf!) dochodziłam ucząc się i kombinując jak szkapa pod górę:
1. Klej do papieru nie nadaje się do serwetek, jest za mokry i serwetki pod jego wpływem się, najnormalniej na świecie, rozpadają - czyli, weź tu przyklej coś co ci się pod pędzlem wytapia..., za to klejem do serwetek, papier da się przykleić (napomnę tutaj, że to się odnosi do klejów jakie miałam okazję wypróbować, a wszystkich klejów nie znam, więc to co piszę jest moim doświadczeniem, ale nie musi być regułą)
2. Drewno pomalowane farbą, bejcą, lakierem itp. staje się szorstkie. Trzeba takie drewno, po pierwszym potraktowaniu go czymkolwiek, co ma w sobie wilgoć, i oczywiście dopiero po wyschnięciu, obmacać, a wszystkie powstałe na drewnie szorstkości zeszlifować papierem ściernym. Taką czynność trzeba powtarzać do skutku, bo zdarza się, że nie tylko po pierwszej warstwie farby drewno się zjeży. Papier nie może być zbyt gruby, a raczej  powinien być z tych delikatnych..., bo grubym uszkodzimy sobie drewienko głębokimi rysami - no chyba, że taki efekt chcemy osiągnąć, to wtedy można.
3. Przyklejana serwetka przyjmuję na siebie kolor podłoża, czyli podłoże prześwituje, co oznacza, że jasna serwetka może kompletnie zgubić swój wzór jeśli nakleimy ją na ciemniejsze tło. Z kolei przyklejona na jaśniejsze tło, zachowa swój kolor, co znowu oznacza, że jeśli jesto od tego jasnego tła ciemniejsza, to trzeba wzór dokładnie wyciąć (co w przypadkach bardziej skomplikowanych wzorów, może się okazać niemożliwe), bo inaczej będzie widać, że jest to coś doklejonego, a nam chodzi raczej o to, by przypominało malunek, rysunek, a nie przyklejony obrazek. Najlepiej mieć tło w kolorze serwetki, czyli takie jakie serwetka ma tło, albo przy najmniej próbować takie uzyskać.
4. Lepszy efekt przyklejania i mniej zmarszczek mamy kiedy tło przed przyklejaniem serwetki potraktujemy klejem, pozwolimy by ten klej prawie wysechł i wtedy naklejamy serwetkę. Serwetka wtedy łatwiej się "rozciąga" i mniej marszczy.
Czasami zmarszczki powstałe przy przyklejaniu serwetki znikają po całkowitym wyschnięciu kleju, czasami można je potem lekko przeprasować przez papier do pieczenia (oczywiście po całkowitym wyschnięciu, jak to się okażę, że jednak nie wszystko wsiąkło;-)), czasami za nic na świecie nie da się ich zlikwidować -wtedy pozostaje nam wynaleźć sposób aby te zmarszczki jakoś zamaskować, albo pokochać niedoskonałości swojej pracy, twierdząc, że przynajmniej widać, że ręcznie zrobione. Mi się przeważnie udawało zamaskować i przeważnie nie udawało pokochać... Doszłam też do wniosku, że są serwetki, które żebyś nie wiem co robił, będą się marszczyć i w tych zmarszczkach już pozostają. Takie serwetki, oczywiście, używam tylko ten jeden raz, potem, jeśli mam tego więcej, najwyżej przydają się na stół do obiadu, lub do wytarcia nosa.  ;-)
5. Najlepszy klej do serwetek i do papieru (wedle moich doświadczeń) jest 3w1, firmy  Heritage
6. Pędzel do przyklejania serwetek nie może być ani za twardy, ani za miękki (najlepszy, jaki mi się udało znaleźć i pokochałam go na tyle, że zawsze za nim włażę, ;-), jest taki z czerwoną rączką i rdzawym włosiem, zawsze kupuję takie w Empiku, niestety, koszt takiego pędzla o szerokości 2cm jest ok 30zł, czyli dużo). Dobre w tym jest to, że taki pędzel jakiś czas u nas popracuję, więc koszt nam się opłaca.
7. Nie zależnie od tego ile nasze pędzle nas kosztowały, wszystkie trzeba, przynajmniej starać się, dobrze myć i nigdy nie pozwalać aby na nich wysychała farba, lakier, klej...
8. Lakierując trzeba bardzo uważać na zacieki (dotyczy to wszystkich lakierów), czyli mocno trzeba siebie kontrolować i pod różnym kątem ustawiać pracę przy sprawdzaniu jak nam się udało lakierowanie, bo lakier potrafi być bardzo cwany. Taki z niego skubaniec!
Poza tym, zanim każdą kolejną warstwę lakieru nałożymy, ta poprzednia musi wyschnąć - porządnie. Oznacza to, że musicie uzbroić się w cierpliwość i to wcale nie dlatego, że trzeba czekać, a dlatego, że jeśli nie macie w domu swojego miejsca da pracy i służą Wam ku temu miejsca ogólnie dostępne i użytkowane przez innych domowników, nie raz będziecie słuchać zdziwionych pytań typu - co to tutaj jeszcze robi, albo, jak to tutaj długo będzie leżeć? ;-)
9. Jak już zdecydujecie porwać się na coś innego prócz serwetek, pewnie to będzie jakiś papier. Jeśli myśleliście, że trudno wykroić precyzyjnie wzór z serwetki, to przy papierze przekonacie się, że serwetki są bardzo fajne. To samo dotyczy lakierowania. Serwetkę wtopić w tło, to pestka. Wtopić papier, to sztuka cierpliwości i mocnej woli. ;-)
Dlatego, wybieram serwetki zwykle, serwetki ryżowe i papier ryżowy. Do papieru ryżowego wypracowałam dosyć dobrą technikę. Aby wtopić wzór w tło, na resztę tła doklejam biały papier ryżowy, czyli pokrywam całą powierzchnie pipierwem. Papier ryżowy łatwo można podrzeć w mniejsze kawałki i takie kawałki potem doklejam dookoła wzoru. Dopiero wtedy robię domalowywania tła. Czasami przed lakierowaniem a po malunkach, całość lekko traktuję drobnym papierem ściernym. Wtedy wychodzą fajnie efekty. Warto spróbować!
10. Serwetki wychodzą Wam już nie źle, papier ryżowy sprytem pokonujecie, papier zwykli, zwłaszcza ten gruby omijacie jak tylko się da, no, to teraz wreszcie będzie spokojnie.
Eee, nic podobnego.
Teraz zaczną dręczyć Was efekty specjalne..., różnego rodzaju preparaty, wszystkie, oczywiście, cudowne. Ochy i achy spać Wam nie pozwolą...
No i bardzo dobrze, bo jeśli się tego też nauczycie, to zapraszam Was do mnie, powiecie mi, jak to się robi, bo ja do dziś podziwiam i dziwię się różnym różnością i strach mnie ogarnia na samą myśl, że coś z tego miałabym też zrobić. :-)
Dziesiątym punktem zakończę moją gadaninę. A dlaczego dziesiątym? No bo jakby przed tym zero tej jedynki nie było, to niczego by nie było, a o czym bym ja wtedy tutaj mogła pisać, jak już chciałam móc?!
No.
Na "deser" dokładam parę zdjęć moich najpierwszych z pierwszych prac, gdzie pięknie widoczne są wszystkie potknięcia, które były dla mnie lekcją..., "per aspera ad".., sama nie wiem dokąd..., bo wciąż jeszcze nie dotarłam....
Pozdrawiam serdecznie!
p.s. Jeśli ktoś z Was dotarł do końca, a ma także swoje przemyślenia na ten sam temat, to proszę się nie lenić i pisać w komentarzach, może komuś początkującemu zaoszczędzimy wpadek. ;-)


Nešto malo važinh točkica o tome, kako se TO radi :)


Nisu ovo, naravno, nikakve lekcije, nego eto, tek par vrlo jednostavnih sitnica, koje ipak, na samom početku, kada sam to bila odlučula da, da se tako izrazim, stvaralački provodim svoje slobodno vrijeme i nisu bile baš tako jednostavne, a zasigurno nisu to bile sitnice. J
Znači, biće i o greškama, koje onaj koji se hvata posla o kome nema balge veze, ;-) (a takva sam ja naravno i bila na početku), nema šanse izbjeći.
Naravno iz raznih kurseva o dekupažu koje se mogu u internetu naći pod naslovom „tutoriale“ i tome slično, moguće je naučiti se. Ipak, kad ideš po „instrukcijama“ koje tako čitaš, nemaš nikoga da te uhvati za ruku i kaže, „ne,ne,ne, nisam ja tako mislila“. A znamo vrlo dobro, da svako ko čita isto napisano, različito to razumije. Svuda fali dodatno objašnjenje za praznoglave, a bogme, svako je praznoglav kada je na početku neke nove nauke. I nisu to nikakve bajke, potvrđujem to svojim ličnim iskustvom.
Koje su to onda sitnice kojih sam se ja učila na vlastitim greškama?
Što je to, što bi mi bilo dobro došlo u nekim dodatnim objašnjenjima za praznoglave? Ma ajde da budem sad malko dobra za sebe i ne samo sebe i zamijenim tu istinitu riječ ;-) sa drugom isto tako istinitom, ali kulturnije obučenom, a ta je, početnik. Što bi, dakle, onda nekad, pomoglo meni početniku?
Pomoglo bi da sam znala „Ogromnu Većinu Običnog“ u dekupažu, a to je manje-više, ovo:
1.   Nije svako ljepilo za dekupaž prigodno za ljepljenje svega. Ljepilom za papir, bolje je da, salvete ne diramo, jer se od takvog ljepila salvete ne zaljepe, nego se raspadaju, takvo ljepilo je previše mokro za salvete. Ali za to ljepilom za salvete, papiru nećemo nauditi. A najbolje ljepilo koje je meni ovdje uspijelo da uhvatim i za kojim od tada najviše trčkaram, je ljepilo 3in1, frime Heritage. E sad, koje će biti omiljeno Vama, to ja pojma nemam. 
2. Drveni predmeti, su samo djelomično "mrtvi". To se najbolje vidi po tome, što kad drvo prvi put ofarbaš nekom farbom ili bilo čim što ima u sebi vlagu, ono se odmah naježi. Poslje, ti gledaš jel se tvoja ofarbana kutijica osušila i vidiš da, osim što se osušila, to se djelomično i nakostrešila ko ljuta mačka! Dobro ajde, nije to ništa strašno, treba samo da se uzme papir za šmirglanje i onda sve to ljepo ponovno izgladiš. Što naravno, nikako, nije metoda za mačke!!! Događa se da išmirglano i ono ljepo ponovno gladko, čim dobije novi sloj farbe ili bilo čega što ima u sebi vlagu, opet se naježi i nakostreši.., ali mi onda opet, udri papirom za šmirglanje. Od kojega, naravno, sve kućne ljubimce, a ne samo mačke, držimo daleko. 
3. E sad kada smo već uspijeli da ljepo pripremimo našu drvenu stvarčicu, možemo krenuti sa ljepljenjen salvete. E tu treba znati, da salveta prima boju podloge, jednostavnije rečeno, prozirna je (i tu treba napomenuti da ta prozirnost u ovisnosti od salveta, se razlikuje i ima svoje stupnjeve prozirnosti). Treba onda paziti da ne ljepimo na tamnu podlogu, jer se može desiti da nam naš uzorak na takvoj podlozi, jednostavno nestane, jako slabo će se vidjeti. Najbolje je da se ljepi na onakvu boju kakve boje je i salveta, boja tog dijela na kojem su uzorci, a sve svijetle boje su sigurnije od onih tamnijih, ali i tu treba paziti, jer kada je salveta tamnija od površine na koju se ljepi, onda treba precizno da se izreže uzorak sa salvete, jer ako nije precizno, vidjeće se da je to naljepljena salveta, a nama je potreban efekt "laži", a to znači, da naša priljepljena salveta izgleda kao da je naslikana kistom i farbama... Ako znaš slikati, onda si na pogrešnoj stranici, idi čovječe i oslikavaj svoje kutijice, tebi čitava ova salvetologija i nije potrebna! 
4. E sad, svi mi, koji kada je Gospod dijelio talente slikarstva, nismo stajali u tome redu, vraćamo se na ljepljenje naših uzoraka sa salveta. Tu treba dodati i to, da se salvete pri ljepljenju mogu smežurati, da se neke od tih „borica“ mogu nježno kistom sa ljepilom ispraviti odmah, neke ne. Te koje se ne da ispraviti, izgladiti, mogu, ali ne moraju da nestanu čim se sve ljepo osuši. Ako i tada nisu nestale, možemo ih probati ispeglati peglom, a to znači peglom na maloj temperaturi, ja stavljam na dvojku, i bez pare, da i o toj sitnici pomenem, pa onda sve ljepo preko papira za pečenje prepeglam. No, neke borice su odporne na sve te tretmane i ostaje Vam jedino da, ili ih probate nekako zamaskirati ili zavoliti, a poslje tvrditi svima, kako se baš tada ili tek tada i vidi da je to ručni rad. To sad ostavljam vama. Ja lično radim sve samo da ih zamaskiram. Čovjeka sa borama prihvatam i divim se svakome ko ih sa mirom podnosi, ali kutije i druge stvarčice sa borama, nekako mi ne pašu... Vi naravno, imate svoju volju, a u to, ja nemam volju da se miješam. ;-) 
5. Nije svejedno kakvim kistom ljepite salvete. Najbolji su prirodni kistovi, jer oni su mekani. Iako i ovdje treba gledati da ne budu bas ni premekani, nego onako, da imaju u sebi i neku "odlučnost". Znate ono, da se odmah vidi da oni hoće da tu salveticu priljepe, ali se sa njom ponašaju nježno.
  6.  Kistove treba odmah poslje upotrebe dobro oprati. Čime se peru, to zavisi od toga od čega hoćemo da ih operemo. 
7. Prilikom lakiranja treba paziti da ne uzimamo na kist previše laka, jer poslje kad mi mislimo da je sve ok, taj lak ljepo počinje da nam curi sa kutije i kad dođemo da vidimo jel suho, imamo neugodno iznenađenje. Lakirajte mudro, kako vas vaš lak ne bi nasamario. 
8. Prije nego što dajete naredni sloj laka, taj predhodni mora biti skroz suh, a skroz suh znači držati se uputstva za upotrebu tog našeg konkretnog laka. Jednom treba nekoliko sati, a drugom i 24 sata.
 9.  Kao što se već sigurno domišljate, za sve ovo, potrebno vam je imati puno strpljenja. Ako ste od onih koji ne vole dugo čekati na efekt svoga truda, onda bolje da izaberetee neki drugi način provođenja svog slobodnog vremena. 
10.   Kada ste već dobro nuačili dekupaž sa salvetama (tu se pripremite na to, da taj dekupaž za neke nikako nije dekupaž i da će Vas uvjeravati kako Vaš trud i nema baš neku vrijednost, jer onaj pravi dekupaž je samo onda kada radite sa papirom, a salvete su neka izmišljotina novijih vremena i u stvari to bi se trebalo zvati salvetokupaž.., na to, naravno, ne treba obraćati previše pažnje, nego, eto tek toliko, da primite vijest o tome da neki ljudi imaju neko mišljenje i ništa više, niti manje).., kada ste, dakle, naučili salvetokupaž, moguće je da će Vas početi zanimati sve vrste novog, „a kako se TO radi“, što je, naravno, dobro, jer treba napredovati i uvijek pomalo (sa naglaskom na pomalo) biti nezadovoljan sa onim što nam je uspijelo da napravimo, jer samo tako čovijek može otkrivati i učiti se novih stvari. Ipak, treba se truditi da ta naša želja za boljim ne bi prešla u neko stalno nezadovoljstvo sa tim što imamo i što smo dosad uspijeli da postignemo. Dobro je osvrtati se na onih boljih od nas, sve dotle dok to osvrtanje ima na nas pozitivan utjecaj, to znači takav, da se trudimo da i mi budemo bolji nego što jesmo, a ti bolji od nas da budu nama kao primjer i povod da im se divimo. Čim to osvrtanje pređe u stalno nezadovoljstvo prema sebi samom i zavist prema onima koji su od nas bolji, znači da smo skrenuli sa dobrog puta. 
Eto, mislim da na tih desetak tačaka, treba i da završim. Ako ste se, čitajući sjetili nečega što sada znate a mislite da bi bilo dobro da ste znali na početku vašeg puta sa salvetokupažom ili dekupažom, slobodno nemojte da budete ljeni, nego u komentarima, napišite i o vašim iskustvima, možda ćemo tako nekom budućem početniku, uštedjeti pokoju muku i pokoju sivu vlas. ;-)
Na kraju, kao desert, dodajem par sličica, na kojima se vide moje početničke greške.

Pozdrav svima i hvala na strpljenju! 






10 komentarzy:

  1. Początki zawsze są trudne;-)
    A cierpliwość w tych robótkach to wielka cnota:-)
    Jak "rozkładam się" w jadalni na stole to mąż się
    śmieje ,że teraz jemy i żyjemy w pracowni artystycznej;-)
    Z małym Jankiem rzadko twórczo pracuję ale od września
    młodzieniec będzie przedszkolakiem to kto wie:-)
    Miło patrzeć jak człowiek twórczo się rozwija.
    Pozdrawiam
    Hania z chłopakami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, koniecznie coś rób na tym planie, bo Twoje bombki jakie mi pokazywałaś pisząc o początkach, są na prawdę piękne. Może kiedyś moje pierwsze pokaże, to zobaczysz ile śmiechu będzie! pozdrawiam

      Usuń
  2. O, widzę fascynację spękaczem jednoskładnikowym ;)
    Chyba każdy ją przechodził na początku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, Basiu, widziałam, że ktoś zauważy. Opiszę kiedyś o spękaniach też. Już się uśmiecham jak sobie przypominam! Pozdrawiam i dziękuję, że zaglądasz!

      Usuń
    2. Zaglądam i zaglądać będę :)

      Usuń
  3. Ech... łezka w oczku kręci się na wspomnienie pierwszej przyklejonej serwetki i pierwszego spękania, które wyszło spod pędzla. :) Miło, że zechciałaś podzielić się swoimi doświadczeniami. Z pewnością komuś się przydadzą, choć odnoszę wrażenie, że ostatnio decoupage wyszło z mody. Może właśnie dlatego, że zajęcie to wymaga przede wszystkim duuuużo cierpliwości? :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na modzie się kompletnie nie znam (choć ostatnio też mniej robię w temacie decoupagu, ale nie dlatego, że mi się przejadło, potrzeby są inne i dlatego), a mniej ostatnio mam czasu na to by bywać w Necie, więc też słabo jestem zapoznana z tym, co się teraz dzieje na planie rękodzieła. Sama nie wiem, myślałam, że może się przydadzą takie moje, po latach, spojrzenia na ten temat. Zobaczymy, czas pokaże, może przyjdzie mi się przekwalifikować. ;-) Dzięki Kochana, że mnie odwiedziłaś i, że Ci się zachciało komentować. :-*

      Usuń
  4. Święte słowa! Przeczytałam ten tekst, jak opowieść o swoich początkach z decoupage.

    OdpowiedzUsuń